Forum WM.pl

Forum Warmińsko-Mazurskiego Portalu Regionalnego
Teraz jest Pn lut 19, 2018 5:39 am

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: DYSKUSJA O ZWIERZĘTACH W MRĄGOWIE >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:31 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
KOCHAJCIE ZWIERZĘTA!!!

motto:

ludzi można podzielić na dwie kategorie:
tych, co kochają zwierzęta i tych,
którzy przypominają sobie, co to jest
miłość do zwierząt.
innych wśród ludzi nie ma.

zwierzęta są istotami żyjącymi, tak jak my. tak jak my są istotami myślącymi i czującymi. są naszymi przyjaciółmi. towarzyszą nam w naszym życiu. są po to, abyśmy je kochali, troszczyli się o nie, opiekowali się nimi.

żadne zwierzę nie jest własnością człowieka. zwierzę nie jest rzeczą, którą można sprzedawać i kupować. bo przyjaciela nie kupuje się i nie sprzedaje.

zwierzęta ze swojej natury są istotami stworzonymi do życia na wolności. wystarczy je wnikliwie obserwować, a można nauczyć się od nich miłości, wolności (ptaki), przyjaźni, wierności i bezinteresowności (psy), szacunku i tolerancji. zwierzęta nie walczą między sobą z powodu różnicy poglądów, tak jak czynią to ludzie. od zwierząt możemy nauczyć się współpracy i współdziałania. one żyją w grupach i pomagają sobie wzajemnie (mrówki, pszczoły, delfiny, ptaki).

ten, kto kocha zwierzęta:

nie zabija ich,
nie zjada ciał zabitych zwierząt (nazywanych mięsem lub wędliną),
nie łowi ryb i nie zjada ich ciał (również karpia na wigilię),
nie akceptuje polowań na zwierzęta w lasach i na łąkach,
nie ubiera się w skóry, zdarte z ciał zabitych lub żywych zwierząt (futra, kożuchy, itp.),
nie zgadza się na sztuczne rozmnażanie zwierząt (np. inseminacja krów) w celu zjadania ciał ich dzieci (cielęcina, kurczaki, itp.) przez ludzi,
nie przyczynia się do ich cierpienia (psychiczne znęcanie się, bicie, głodzenie, itp.),
nie uczestniczy w widowiskach z udziałem zwierząt:

- walkach człowieka ze zwierzęciem – corrida, itp.,
- walkach zwierząt między sobą – walki kogutów, walki psów, itp.,
- rywalizacji z udziałem zwierząt – wyścigi konne, wyścigi psów na torze, wyścigi psich zaprzęgów, wystawy psów rasowych itp.,
- przedstawieniach ,,rozrywkowych” z udziałem zwierząt – cyrki, rodeo itp.,

nie odwiedza więzień dla zwierząt nazywanych ogrodami zoologicznymi,
nie więzi zwierząt w klatkach, akwariach i terrariach,
nie trzyma zwierząt na uwięzi,
nie kupuje i nie sprzedaje zwierząt w sklepach zoologicznych i w sklepach rybnych,
nie czerpie zysków z wykorzystywania zwierząt,
nie zgadza się na przeprowadzanie na ich ciałach eksperymentów genetycznych i medycznych,
nie zgadza się na testowanie kosmetyków i leków na ciałach zwierząt i nie kupuje takich produktów,
nie dokonuje wiwisekcji (operacja na ciele żywego zwierzęcia w celach doświadczalnych),
nie dokarmia wiosną, latem i jesienią pokarmem dla ludzi zwierząt – zwłaszcza kaczek i łabędzi (oduczone samodzielnego zdobywania pokarmu nie odlatują do ciepłych krajów i giną zamarznięte w lodzie),
nie akceptuje przymusowego przesiedlania zwierząt na inne tereny,
nie podejmuje pracy tam, gdzie krzywdzi się zwierzęta, zabija, handluje nimi lub wyrobami wykonanymi z ich ciał,
nie stosuje sztucznych preparatów przy leczeniu zwierząt,
nie wypala wiosną traw, ponieważ w ogniu giną małe zwierzęta, które nie mogą uciec,
nie zabija owadów – motyli, much, komarów, mrówek itp.,
nie zbiera ślimaków i nie sprzedaje ich w punktach skupu,
nie niszczy i nie zjada zarodków życia – jajek, ikry itp.,
nie zastawia potrzasków i nie wykłada trutek na zwierzęta – myszy, szczury, krety, itp.,
nie niszczy gniazd: ptaków, os, pszczół, chrabąszczy, szerszeni itp.,
nie zapobiega w sposób sztuczny rozmnażaniu się zwierząt (kastracja i sterylizacja),
nie kradnie zwierzętom zapasów żywności na zimę (np. miodu pszczołom).
nie hałasuje, płosząc tym zwierzęta,
nie zagradza zwierzętom ich dróg przemieszczania się na inne tereny i do wody,
nie uzależnia zwierząt od siebie,
nie zatruwa powietrza, wody i gleby, ponieważ to jest powodem chorób i śmierci zwierząt.

bywa tak, że opiekunowie traktują zwierzęta jak zabawki. biorą je do domu, bo akurat jest taka moda na jakiś gatunek zwierząt. potem szpanują przed znajomymi. bywa i tak, że opiekunowie wyrzucają ,,na ulicę” zwierzę gdy opiekun znudził się. bywa też i tak, że zwierzę źle traktowane ucieka od swojego opiekuna. zobacz co ludzie wyprawiają ze zwierzętami.

to zestawienie pokazuje, jak ludzie potrafią być okrutni wobec zwierząt. środowisko naturalne jest już tak zanieczyszczone, że zwierzęta tracą instynkt samozachowawczy. ptaki tracą orientację w terenie i nie odlatują do ciepłych krajów, a wiosną nie mogą tu powrócić (np. bociany). wiele zwierząt popełnia zbiorowe samobójstwo (delfiny i orki), ponieważ nie chcą już żyć na tak zatrutej planecie.

wystarczy powstrzymać się od czynienia ,,zła”, a ,,dobro” pojawi się samoczynnie. czyż to nie wspaniałe?! zauważ, że ci, którzy powstrzymują się od czynienia ,,zła” zwierzętom, powstrzymują się jednocześnie od wyrządzania ,,zła” sobie, innym ludziom i ziemi. zauważ, jak wszystko jest ze sobą powiązane, jak wszystko nawzajem na siebie oddziałuje.

zauważ istnienie współzależności:

niszcząc środowisko naturalne, niszczę siebie.
chroniąc środowisko naturalne, chronię siebie.

ci, którzy kochają zwierzęta, kochają wszystkich ludzi. kochają wszystko, co istnieje we wszechświecie. bo tego oddzielić się nie da. bo miłość jest niepodzielna. bo miłość jest jednością.

przestańmy ingerować w świat zwierząt!!!

pomoc zwierzętom jest uzasadniona tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, np. w przypadku klęski żywiołowej, ratowania gatunku zagrożonego wyginięciem, złamania nogi lub skrzydła, śmierci matki, gdy małe zwierzę nie potrafi jeszcze samodzielnie zdobywać pożywienia. uzależnianie zwierząt od ludzi nie jest przejawem miłości do nich. zwierzętom należy pomagać w taki sposób, aby nie zatraciły instynktu samozachowawczego.

ten, kto kocha zwierzęta, nie pozostaje bierny wobec cierpienia i zabijania zwierząt. aktywnie włącza się do ruchu obrońców praw zwierząt. bo miłość do zwierząt okazuje się czynami. bo miłość do zwierząt to bezinteresowne czynienie ,,dobra”. a razem można zdziałać więcej.

ci, którzy kochacie zwierzęta, jednoczcie się!!!

miłość do zwierząt to współpraca ludzi na rzecz dobra zwierząt. nasz stosunek do nich jest miarą naszego człowieczeństwa. ci, co nie zjadają ciał zwierząt, wyszli już z epoki kanibalizmu. oni odnaleźli już w sobie i w innych piękno. potrafią dostrzec piękno we wszystkim, co żyje i nie niszczą tego.

ludzie i zwierzęta mają takie same prawo do życia i podlegają tym samym prawom natury. są częścią jednej całości.

ludzie i zwierzęta są sobie równi!!!
nie krzywdź!!!
nie zgadzaj się, aby inni krzywdzili dla ciebie!!!
nie zabijaj!!!
nie zgadzaj się, aby inni zabijali dla ciebie!!!

przyjaciel nie zjada ciała swojego przyjaciela. zwierzęta mają prawo umierać w sposób naturalny. otwórz swoje serce dla zwierząt. okaż im współczucie. w ten sposób zrobisz coś dobrego dla siebie i dla ziemi. okazana miłość powróci do ciebie ze zdwojoną siłą.

powróćmy do życia w harmonii ze zwierzętami i całą przyrodą!!!

ten, kto kocha zwierzęta, pozwala im żyć na wolności w ich naturalnych warunkach. bo miłość to dawanie wolności wyboru innej istocie. to respektowanie wolnej woli innej istoty. upomnij się o prawo do życia i prawo do wolności dla zwierząt.

wolność dla zwierząt!!!

zwierzę obdarzone miłością przez swojego opiekuna lub innych ludzi odwzajemnia się tym samym. żadne zwierzę nie skrzywdzi człowieka kochającego zwierzęta.

kochajcie zwierzęta!!!

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Ostatnio edytowano Wt wrz 21, 2010 10:57 am przez kakowski.zenon.r., łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:35 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź shqdy

Koles pisze to co mysli, ma takie prawo a nie ma mniej rowno pod sufitem niz niektorzy na tym forum ;] . W paru kwestiach sie z nim nawet zgadzam.

Np sprawa milsoci do zwierzat- to chyba oczywiste i normalne u zdrowych ludzi ze nie maja wewnetrznej potrzeby znecania sie nad nimi i robienia im krzywdy.

Ale kurcze one same sie zjadaja, mysle ze takie jest w wiekszosci ich przeznaczenie by utknac w czyims zoladku. Wartoby tylko zmienic cos w sposobie ich traktowania przez hodowcow i przewoznikow. to czasami jest naprawde straszne a przynajmniej ssaki na prawde maja emocje...

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:39 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź natala_mragowo

a co mamy pisac? ja mam kota i psa-i kochamswoje zwirzaki! wow! a kurczaki tez kocham-JEŚĆ!!! take Panie Radku-jestesmy brutalnymi ludźmi, którzy jedza zwloki zwierząt-MNIAM!!!!

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:41 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź Mallina

kocham zwierzaki i jestem jak najbardziej przeciwna znęcaniu sie nad nimi, ale ... jeść trzeba. Gdybym zrezygnowała z mięsa to bym schudła ;P a gdybym schudła, to bym znikneła Cóż prawo dżungli

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:42 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź dzikuskaaa

a czy radziu kochasz takie zyjatka jak pajaczki, karaluchy, szczury i co sie od nich takiego ciekawego nauczyles????

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:45 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź El Kuciakko

a ja pełna kulturka podyskutuje z nim:)

kolego napisałeś tam że zwierzęta są nam równe i dletego nie wolno ich jeść.
A ja ci piszę że sam sobie zabiłeś klina tym tekstem.

Ja i tygrys jesteśmy sobie równi. Jak będę głodny to go zjem. Jak on będzie głodny to on mnie zje. proste.

zielone ludki wyszły już z epoki kanibalizmu? a my ciemnia?

stary ty masz kły, ja mam kły, on ma kły....jesteśmy drapieżnikami!

gdybys świnie nakarmił mięsem pożygała by sie, bo ona jest roślinożerna. A człowiek nie świnia zje wszystko!

jeszcze tylko dwie sprawy.

1.ja tez lubie takie rzeczy jak ekologia, prawa zwierząt i takie tam i tu ci poklaskuje ale to nie tak moim zdaniem skromnym a potrzebnym powinno się robić. To jest nieskuteczne, tylko zraża ludzi.Pomyśl nad czymś nowym

działasz jak ss(szare szeregi) małym sabotażem. To jest dobre i potrzebne, ale gdyby wszyscy tak walczyli nie miałby kto zabijac i strzelać, żebyś mógł później pisać swoje chasła. dlatego przegrasz bo nie rozumiesz tego.

dobra kończe

2.CHCIAŁEM OGŁOŚIĆ ŻE BARDZO SZANUJE TEGO CZŁOWIEKA!!!!
nie za to co robi ale za ten post o zwierzakach. Nie wiem czy ktoś zauważył ale jast tam coś co każe mi to napisać.

Po wielu wielu postach Radzio w końcu odważnie, szczerze i konsekwentnie sie podpisał!! to mi sie podobało.

koniec bo zaraz będzie post w stylu Radkowem

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:47 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź mazury555

No tak, jaki stosunek do istot słabszych, taka jakość człowieka....

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:50 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź Królewna Śnieżka

Ktos tam napisał, że człowiek nie świnia i zje wszystko... Pragnę zauważyć, żw świnia jest stworzeniem wszystkożernym... Więc zje też mięso, jeśli będzie musiała.

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: ZWIERZĘTA >
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:51 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
wypowiedź Lenin

Te panie "ekolog" a może skoro jesteś pan przeciwko więzieniu zwierząt to zaczniesz jeszcze odwiązywac psy jak ktoś zostawi pod sklepem jak idzie na zakupy albo sterroryzujesz sklepy zoologiczne

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: kto to jest pszczelarz?
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:53 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
kto to jest pszczelarz?

pszczelarz to złodziej, który kradnie jedzenie pszczołom.

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: strona stowarzyszenia obrońców praw zwierząt ,,EMPATIA”
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 5:54 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
strona stowarzyszenia obrońców praw zwierząt ,,EMPATIA” >>> http://empatia.pl

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: POLSKI ROLNIK. HODOWCA CZY KAT?
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 6:04 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
POLSKI ROLNIK. HODOWCA CZY KAT?

Łańcuch w mózgu

Autor: wlos (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Dobrostan zwierząt. Niejeden „hodowca” powinien być pozbawiony zwierząt będących jego utrzymaniem. Zdarza się, że lekarzowi trudno podjąć decyzję - kiedy leczyć, a kiedy wzywać policję.

Dobrostan zwierząt to bardzo wyświechtane sformułowanie, którym najczęściej podpierają się ludzie nie będący w temacie. Inaczej widzą problem osoby „obyte” z tematem. Warunki, utrzymania zwierząt często urągają zasadom higieny. Pozornie, bo człowiek potrafi żyć w jeszcze gorszych warunkach i nikt, nawet on sam nie zadba o to. Kryteria dobrostanu często są oparte na subiektywizmie osób niewiele mających do czynienia ze zwierzętami.

Zakłada się, że zwierzęta wolne praktycznie niczego nie potrzebują. Chyba, że przyjdzie głód. Wtedy konieczna jest interwencja człowieka. Żeby nie wymarły. Którym zwierzętom jest lepiej? Wolnym, z których szansę na osiągnięcie wieku rozpłodowego ma tylko niewielka część, czy hodowlanym, zdrowszym, ale żyjącym jeszcze krócej?

A było to tak:

Do lecznicy przyszedł Mazurkiewicz. Pan Mazurkiewicz jest osobą bardzo znaną wśród wiejskiej społeczności. Jeżeli trzeba załatwić drogę przez wieś, Remizę, Dom Kultury, jakieś zezwolenie – to tylko do Mazurkiewicza. Kierownik Służby Rolnej to w naszej gminie pierwsza osoba po Wójcie. A tak naprawdę - zwyczajnie pierwsza. W polityce nie siedzi, nie donosi, ale ma stosunki. Jak odpowiednio poprosisz Mazurkiewicza – załatwi nawet gwiazdkę z nieba. Więc Mazurkiewiczowi się nie odmawia. Dla zasady. Odmowa grozi publiczną alienacją. Znikasz, stajesz się zerem. Oczywiście nie natychmiast, lecz z czasem. Ludzie zaczynają mówić o tobie, jako jednostce nieprzystosowanej, ba środowiskowo obcej. A wiejski weterynarz musi być z ludem!

Więc, gdy do gabinetu weterynaryjnego przychodzi pan Mazurkiewicz – zaszczyt to niemały. Zwykle bowiem - chodzi się do niego. A jakim zaszczytem jest, gdy pan Mazurkiewicz doceni ciebie i ewentualnie o coś poprosi! Bo pan Mazurkiewicz może wszystko. A jego znajomi – też nie od macochy...

– Panie doktorze, mam mały problem, a właściwie to mój kuzyn.
– Oczywiście, oczywiście, postaram się pomóc.
– Więc kuzyn chowa bydło, wie pan, nad tą rzeczką.
– Tak, pamiętam. – (ten krowi wygon nad śmierdzącym fekaliami kanałem) – dodałem już w duchu.
– U, więc buhajek ma na ogonie dziwną narośl. Myślę, że może nawet będzie trzeba mu usunąć cały ogon. – pan Mazurkiewicz był wręcz niepodobny do siebie. Skrępowany, jakby niepewny.
– W razie czego amputacja ogona nie powinna stanowić większego problemu, kwestia w tym, czy będzie ona rzeczywiście konieczna.
– Wolałbym żeby to nie było konieczne, ale jak będzie pan jechał, to proszę na wszelki wypadek zabrać ze sobą potrzebne narzędzia. Narośl jest dość duża, a zbliża się termin odstawy do rzeźni i myślę, że najszybszym rozwiązaniem będzie obcięcie. Z jednej strony wstyd, a i nie chciałbym, żeby podpadło pod ustawę o dobrostanie… Rozumie pan? Będę panu naprawdę zobowiązany, jeżeli zechce pan pomóc mojemu kuzynowi.
– Ależ oczywiście panie Kierowniku. Mam nadzieję, że uda mi się to załatwić jak należy. Ostatecznie amputacja to nie taki straszny zabieg. – obiecałem.
– Oj to dobrze, jutro od rana kuzyn będzie na pana czekał.

Nazajutrz spakowałem samochód jak się patrzy. Narzędzia i opatrunki naszykowałem niczym do obcięcia kończyny. Po takiej prośbie? Jako asystentkę zabrałem ze sobą pannę Kasię.

Dzień był chłodny i wietrzny. Dziś był wtorek, toteż oczyszczalnia nie pracowała, puszczała luzem ze względu na oszczędności. Wiaterek z odorkiem kanału – smagał policzki przez okienko samochodu. Droga do gospodarstwa im bliżej rzeczki – tym trudniejsza do przejechania. Dobrze, że na kołach miałem opony błotno-śniegowe. Samochód wprawdzie myszkował po gruntówce, ale był sterowny.

Byk pasł się na łączce przed gospodarstwem. Odpowiadało mi to w dużej mierze, gdyż dzięki temu mogłem sprawę załatwić na „świeżym” powietrzu. Skręciłem z drogi na dość suchą w tym miejscu łąkę i podjechałem do buhaja. Zwierzę zainteresowane wehikułem ustawiło się w taki sposób, aby w razie czego wziąć problem na rogi. W związku z nieprzychylnym nastawieniem pacjenta – po wyjściu z pojazdu zacząłem robić podchody, żeby zajść byka z tyłu, ale ten najwyraźniej znał się na sztuczkach. Miał wysoko rozwiniętą inteligencję emocjonalną, ciągle ustawiał się rogami do mnie.
Poleciłem pannie Kasi, żeby włożyła biały fartuch i zaszła pacjenta z drugiej strony. Mogło to wprawdzie wywołać u rzeczonego zwierzęcia „syndrom białego fartucha”, ale starałem się być bardzo pragmatyczny. Podstęp poskutkował.

Bysiu nagle zainteresował się wystrojoną niczym do ślubu Kasią, wodził za nią wzrokiem zupełnie jak apsztryfikant.
Narośl w dolnej partii ogona okazała się rzeczywiście spora, wielkością przypominała piłkę do koszykówki. Sądząc po pionowo zwieszonym ogonie mogłem podejrzewać też, że usunięcie narośli spowoduje stratę przynajmniej dwudziestu kilogramów żywca.

Nadszedł i gospodarz, też Mazurkiewicz.
– Doktorze, czy da pan radę obciąć mu to?
– Tak, musi pan tylko skrócić łańcuch i przywiązać byka do wierzby. Trzeba przywiązać tak, aby nie mógł ruszać głową, króciutko.
Pan Mazurkiewicz sprawnie opanował podopiecznego i po niecałym kwadransie buhaj miał przywiązany łeb do pnia.
– Ile on może ważyć?
– Myślę, że siedemset, a może i osiemset kilo. Jest jeszcze niewyrośnięty, pewno przeszkadza mu ta bomba z tyłu.
– Oj, zdecydowanie przeszkadza, a dawno ją ma?
– Gdzieś od wiosny.
– Gdyby nie czekał pan aż do zimy, to można by obejść się bez amputacji. Teraz niestety jest to jedyne wyjście tym bardziej, że widzę tu kawałek sznurka.
– Próbowałem starym sposobem podwiązać krwawiący koniec ogona, ale zaczął obrastać zamiast odpaść.
– Nie odpadł, bo pod skórą są kości, których nie przeciął sznurek. A widzę, że z tą końcówką było raz lepiej, raz gorzej. Chwilami narośl się zabliźniała, a później pod wpływem drażnienia rana znowu się rozjątrzała. Do tego doszedł jeszcze kał, gdyż byk we właściwym momencie nie mógł podnieść ogona. Masy kału spływały po ogonie na krwawiącą narośl i prowokowały do dalszego rozrostu. Gdy stan się nieco stabilizował, ogon zaczynał swędzieć i byk uderzał nim, ponownie wywołując krwawienie.

W zasadzie należałoby uznać czynności gospodarza za nieuprawniony, karany w majestacie prawa eksperyment paraweterynaryjny, ale – myślę sobie, etyka sobie, a dobre układy w Gminie też się liczą.
– Będzie miał pan około dwudziestu kilo straty na wadze, panie Mazurkiewicz – spróbowałem zażartować.
– Tak też myślałem, ale kuzyn wytłumaczył mi, że mogą wcale go nie przyjąć z taką naroślą, bo pomyślą, że to rak. A teraz rzeźnicy zrobili się wredni. Bardzo trudno sprzedać bydło z powodu tej nagonki na szalone krowy – Mazurkiewicz pokrótce wyjaśnił mi niektóre zawiłości marketingowe.
– Zgadza się. Zaraz go uśpię i obetnę mu końcówkę. W całym tym nieszczęściu dobrze, że narośl jest tak nisko, zabieg będzie prostszy.

Panna Kasia naszykowała zastrzyk. Buhaj, solidnie przywiązany do drzewa próbował wprawdzie bronić się okręcając się to w jedną, to w drugą stronę wokół pnia, lecz nie wiele mu to dało. Znalazłem żyłę jarzmową i wkłułem się tam z lekiem. Preparat zadziałał szybko, ale zdążyliśmy w czas odwiązać łeb zwierzęcia od drzewa. Oszołomione zwierzę z głębokim stęknięciem zwaliło się na ziemię. Łąka mlasnęła tak, że zaniepokojony spojrzałem, czy przypadkiem samochód nie zapada się w ziemię, ale tam wszystko grało.

Zwykle, gdy robię jakieś ciekawsze zabiegi u zwierząt chętnie schodzą się sąsiedzi, aby popatrzeć i skomentować. Tak było i tym razem. Nauczony praktyką, że najlepiej zapchać ludziom gęby dając im zajęcie – natychmiast mianowałem kolejnych asystentów, którym kazałem położyć się na byka tak, aby maksymalnie utrudnić mu wszelkie próby wstawania.
- Trzech kładzie się na łeb i szyję. Reszta pilnuje, żeby nie wierzgał nogami – sprawnie poinstruowałem ratowników paraweterynaryjnych.

Nie jest najwygodniej robić znieczulenie nadoponowe u leżącego byka. Powiedziałbym nawet, że stanowi to pewien problem. Znieczulenie takie polega na podaniu do rdzenia kręgowego odpowiedniego preparatu. Powoduje to zniesienie bólu, ale ubocznym skutkiem jest porażenie mięśni zawiadywanych przez tylną partię kręgosłupa. Ważne jest, miejsce iniekcji, dawka środka przeciwbólowego i oczywiście pewna sterylność podania leku.

W tym wypadku zdecydowałem się na znieczulanie miednicznych partii po uprzednim oszołomieniu i położeniu zwierzęcia. Objawem prawidłowego podania środka znieczulającego jest zwiotczenie ogona, który staje się bezwładny niczym sznurek. Inna sprawa, że tego zwierzaka ów objaw byłby nawet w pozycji stojącej nie do zauważenia ze względu na ciężar ogona. Minimalne przedawkowanie powoduje przejściowe porażenie nóg. Byk, lub krowa po podaniu zbyt dużej dawki siada na tylne nogi i przez kilka godzin nie może się podnieść. Pamiętam, jak ja miałem kiedyś operowaną przepuklinę, też w znieczuleniu nadoponowym. Po zabiegu, przez sześć godzin co chwila sprawdzałem, czy już odzyskuję władzę w nogach…

Gdy znieczulenie u buhaja zadziałało, specjalnymi nożycami kostnymi przeciąłem kręgi ogonowe w miejscu, gdzie zaczynała się zdrowa tkanka i z pomocą Kasi obszyłem kikut fałdem skórnym.
Asystenci zeszli z byka. Buhaj oszołomiony lekami próbował powstać, lecz znieczulenie spowodowało afunkcjonalność korzonków rdzenia kręgowego. Po kilku próbach byk dał sobie spokój z gimnastyką i zdecydował się na drzemkę. Spakowałem narzędzia i właśnie zabieraliśmy się do odjazdu, gdy pan Mazurkiewicz przestępując z nogi na nogę grzecznie zapytał:

– A drugiego byka pan doktor nie zechce zobaczyć? – w zasadzie pytanie, jak pytanie.
Zaskoczyła mnie reakcja sąsiadów – asystentów. Jak jeden czemuś tam chichotali oglądając się na siebie. Sprawdziłem czy mam zapięte guziki, czy nie ciągnę za sobą jakiegoś sznurka, ale nic!
– Drugiego? Wiem tylko o tym, co się dzieje z drugim? Pana brat mi nic nie mówił…
– Właściwie to jest pewien problem. Myślę, że pora wyprowadzić go z obory, a mam z nim kłopot.
– A duży ten byk jest?
– Oj tak, jeszcze większy od tego.
– Żaden problem, myślę, że poradzimy sobie – powiedziałem mając na myśli dość obfite zapasy medykamentów w bagażniku.
– To niech pan doktor idzie.

Chcąc, czy nie – musiałem jednak wejść na podwórko. Znałem je dość dobrze z poprzednich wizyt, toteż unikałem wjeżdżania tam samochodem. Mimo wprawy zawsze groziło tam zawadzenie o coś. Albo o bronę, albo o rower, stodołę, oborę, dom. Totalny bałagan świadczył, że pan Mazurkiewicz życie doczesne traktuje jak ironię losu, a nie trudność, z którą musi się zmierzyć. Stary kawaler, a żadna panna go nie chciała w obawie przed ogromem pracy związanej z doprowadzeniem obejścia do standardów unijnych. A może też on żadnej nie chciał? Kto to wie, co to ludziom chodzi po głowach?

Stodoła zdecydowanie uproszczona, schemat anatomiczny. Trzy ażurowe ściany, połowa wrót, wspomnienie po dachu. Opodal drewutnia, oczywiście drewniana, stojąca w oparciu o wypełniającą ją zawartość. Ale dość już tych szczegółów konstrukcyjnych! Ostatecznie gospodarstwo nie zostało zapisane do Katalogu Dziedzictwa Narodowego! Ale swoją drogą – dość urokliwy zakątek! W tym wszystkim wyczuwałem pewien dysonans, o tym później.

Pan Mazurkiewicz poprowadził nas do domu, w którego ścianę została wkomponowana obórka. Całe przedsięwzięcie zostało rozwiązane tak przemyślnie, że aby wejść do obory nie trzeba nawet wychodzić z domu, a wystarczało otworzyć drzwi sypialni.

Swoją drogą pomyślałem – tu właśnie zaczął się cały problem pana Mazurkiewicza. Do wygody człowiek się szybko przyzwyczaja… Jeżeli można oprzątać byki nie wstając z łóżka to, po co robić to codziennie? Życie niesie w sobie tyle ciekawszych wyzwań...

Przyglądając się zmyślnemu rozwiązaniu kilku problemów przy pomocy wręcz jednego pociągnięcia kielnią pomyślałem i o audycie energetycznym budynku… Nie przeczę, że zimą w domu jest cieplej, aczkolwiek w dzisiejszych czasach problem ogrzewania daje się rozwiązać w sposób bardziej elegancki. Oczywiście, w krańcowym przypadku można też zrobić w sypialni skrzynię i wytwarzać - czy ja wiem? Może biogaz?

Dość dygresji architektonicznych! Pora zapracować na chleb! Całe szczęście, że do obory są też drzwi od strony podwórza, przedzielone tak, że można otworzyć górę i wpuszczać tamtędy światło i powietrze. Górna połowa otwarta, dolna podparta pieńkami.

Dziwna to sprawa, ale pan Mazurkiewicz nie pokwapił się do odwalania pniaczków, tylko ładuje się do obory górą. Pomogę – myślę i łaps za pniaczek. A pan Mazurkiewicz woła:
– Panie doktorze, nie! Proszę wejść tak, jak ja!

Kpi? Już dawno udowodniłem sobie, że sportowcem wyczynowym to nie jestem, bo zbyt ciężko stąpam po ziemi. Ale z drugiej strony – Mazurkiewicz chyba wie, co mówi skoro poleca mi drogę napowietrzną.
Rzeczywiście. Wiedział! Ba! Musiał być pewien, że otworzenie dolnej połowy drzwi jest niebezpieczne, bo z obory wyleci gnój. Prosto na wchodzącego! Widocznie widły aż tak daleko nie sięgały z łóżka i nazbierało się.
Nigdy, nigdy nie należy sądzić po pozorach! Był tu i drugi problem. Byk. Stał wysoko, tak wysoko, gdzie normalnie mają gniazda gołębie i jaskółki. Bydlę chyba około tony. Furiat uwiązany do pala podpierającego łęgowaty strop. Gdy byk się denerwował, to ruszał się strop. Teraz zorientowałem się skąd brał korzenie ów dysonans, ta drgająca nad dachem antena satelitarna.

– Od dawna ten byk tak stoi?
– W obórce?
– Aha?
– Od dwóch lat.
– Nigdy go pan nie wyprowadzał?

Jakby skruszony pan Mazurkiewicz kręci głową, że nie. Bał się. Zaczęło się to onegdaj, jak musiał założyć rozhukanemu byczkowi łańcuch na rogi. Byczek łańcuch dał sobie założyć, nawet dosyć ciasno, ale po miesiącu spłoszył się i łańcuch wbił mu się w tonsurę. W związku z tym urządzenie mające poskramiać byka przestało pełnić swoją pierwotną funkcję. Pan Mazurkiewicz owszem, próbował łańcuch zdjąć, ale byk mu nie pozwalał. Później byczek został bykiem, a łańcuch nadal został zapięty na tonsurze. Każde, choćby i lekkie pociągnięcie doprowadzało zwierzę do – powiedzmy to oględnie – bardzo żywej reakcji behawioralnej. Powstał kłopot, a właściwie wytworzyła się swoista biocenoza. Gospodarz z natury lubiący wygody – miał wreszcie prawie naukowe uzasadnienie, czemu nie ma oprzątać byka. Na dodatek w sypialni zrobiło się rzeczywiście ciepło. I było to bardzo ekologiczne, tanie ciepło. Sprawa nabrała mocy urzędowej, gdy strop zaczął trzeszczeć. Groźba katastrofy budowlanej była jednak niczym wobec tego, że zaczęły zanikać programy satelitarne.

Czy zawsze mnie muszą spotykać tak złożone problemy? Takie sytuacje trzeba rozwiązywać kompleksowo. Trzeba poratować Mazurkiewicza, wyciągnąć byka, ocalić swój łeb i wspaniałą architekturę alkierzową. No i tak dalej, dalej, ale to są już zbyt zawiłe szczegóły, aby się w nie wdawać w niniejszym opracowaniu.
– Od czego zaczynamy?
– Trzeba mu zdjąć ten łańcuch z głowy panie doktorze! Inaczej nie przyjmą mi go na spęd – oświecił mnie pan Mazurkiewicz.
– Łańcuch? A po co? Nie można go sprzedać z łańcuchem?
W tym momencie ujawniła się w całej krasie głębia przemyśleń mojego klienta. On teraz myślami był już ze swoim bykiem na wadze w rzeźni, a tam ten łańcuch był rzeczywiście problemem. Taki łańcuch po uboju fatalnie tępi rzeźnickie topory ze szlachetnej stali!
– Sprawdzaliśmy, doktorze – z łańcuchem nie przyjmują, trzeba zdjąć, bo dobrostan nie pozwala...

Dałem się zapędzić w pętlę myślową pana Mazurkiewicza. Zamiast wystawić skierowanie do uboju i jechać do lecznicy - zacząłem nawet myśleć o odcięciu nieszczęsnego łańcucha. Okazało się, że Mazurkiewicz nawet przygotował specjalne nożyce nadające się choćby do cięcia kłódek.

Dla mnie problemem nie był jednak łańcuch, ale potrzeba spacyfikowania zwierzęcia do transportu. Porzuciwszy dywagacje zająłem się prozaicznymi czynnościami. Jak tam wejść? Po przejściu przez drzwi droga do byka jakiś odcinek nadal biegła pod górę. W połowie tej drogi zaczynałem niczym Atlas podpierać karkiem strop. Mam cholernie słaby i delikatny karczek. Wpadłem więc na pomysł, że poszukam broni pneumatycznej i komfortowo wystrzelę ampułeczkę w tyłek furiata.

Wyciągam telefon i dalej wydzwaniać! Niestety, w promieniu dwustu kilometrów nikt znajomy takiego karabinka nie posiada! A jeszcze koszty, czas, ech... Rolnicy zbyt dużo się filmów z satelity naoglądali i myślą, że tu też Ameryka, albo Australia nie przymierzając.

Postanowiłem uciec się do bezinwestycyjnych metod indiańskich. Zacząłem uważnie obserwować życie domowe byka. Starałem się stać składnikiem jego ekosystemu, niszy ekologicznej. Po krótkiej chwili wypatrzyłem gdzie cwaniak stawia nogi, że nie zapada się w gnój. Teraz wystarczyło tą wiedzę umiejętnie wykorzystać, choć intensywnie przeszkadzał mi w tym byk. Bydlę tak się mnie bało, że nie w sposób było podejść. Ale z indiańskich książek wiedziałem jak sobie poradzić. Otóż starzy Indianie twierdzą, że lew nie widzi człowieka, gdy ten się nie rusza. Bzdura może totalna, ale za co łapie się tonący? Zresztą czy Indianie widzieli lwa?

Uważnie stąpając w wiadome tylko mnie i bykowi miejsca zacząłem podchodzić do buhaja. Głupol, mimo że tak często miał otwarte drzwi do sypialni, to wcale chyba nie oglądał westernów! Zamiast stanąć nieruchomo i dać się zahipnotyzować – kręcił się jak szalony wokół słupa, aż Mazurkiewicz co chwila latał sprawdzać antenę.

Zdenerwowany zwierz zaczął robić błędy. Czasami zapominał stąpać w upatrzone miejsca i zapadał się po brzuch. Wtedy przez jakąś chwilę był bezpieczny. Nie groziło mi wtedy ani złamanie nogi, ani utopienie w roztworze wiadomych substancji użyźniających. Naukowe podejście i cierpliwość pozwoliły zrobić zastrzyk. A gdzie tam dożylnie, normalnie no, w tylne partie ciała.

Po kwadransie byk się uspokoił i zaczął spoglądać na otoczenie łaskawszym wzrokiem. Wtedy kazałem Mazurkiewiczowi odczepić go od anteny i wyprowadzić na zewnątrz. Pojawił się kolejny problem. Bydlę zaczęło gwałtownie kaszleć, ale rozumieliśmy go. Świeżego powietrza nie był zwyczajny! Stres spowodował, że działanie lekarstwa wyszło poza ramy Farmakopei. Zalecenia przewidują unikanie maksymalnych dawek, a w tym wypadku nawet maksymalna dawka nie skutkowała, zupełnie jakbym podał placebo.

Niedługo oj niedługo gospodarz zdołał prowadzić swojego byka. Próba nakierowania zwierzęcia ku pobliskiej topoli zakończyła się ucieczką zwierzęcia. Zaczęliśmy razem z „asystentami” biegać po krajobrazie.

Zaznaczam, że pojęcie – „zaczęliśmy łapać byka” – byłoby tu nieco nieprecyzyjne, nie oddałoby istoty rzeczy. W praktyce było tak, że albo my biegliśmy za bykiem, albo byk za nami.

Zbyt blisko biec za nim nie mogłem, bo brudas biegnąc – popuszczał kał i ochlapywał jak cholera. Po pierwszym kwadransie biegania oddałem Kasi kurtkę i sweterek. Biedna dziewczyna, nie biorąc udziału w zabawie była blado–niebieskawa z zimna – chyba. Nic, niech nabiera doświadczenia!

Kolejne pół godziny pozwoliło mi podać byczkowi drugą dawkę leku. Niestety, nowe wrażenia, gonitwa tak mobilizowały łaciatego, że lek praktycznie nie działał. Dopiero trzecia dawka spowodowała, że byk zaczął się potykać. Znając życie - ze zmęczenia. Był nasz! Fakt, że próbując wywrócić nadrzeczną wierzbę złamał sobie jeden róg i rozerwał dwa łańcuchy, które zdołaliśmy na niego narzucić. Na szczęście – i leki i zmęczenie po wyczynach sprinterskich zwierzęcia – zrobiły swoje. Fachowo nazywa się to jeśli nie działaniem synergistycznym - to przynajmniej addycją.

Obciąłem dyndające łańcuchy, lecz tego kawałka obwiązanego wokół rogów nawet nie próbowałem wycinać. Nie zabrałem ze sobą trepana… Żelastwo było tak głęboko wrośnięte w tkanki, że miejscami oblała je kość. Sens operowania byka kilka dni przed ubojem był żaden.
– Ale doktorze nie przyjmą go z łańcuchem.
– Przyjmą, przyjmą, wystawię skierowanie.

Zaczęły się schody ze znalezieniem rzeźni, gdzie zechcą zabić poza kolejnością. Wszędzie kolejki! Sytuacja ekonomiczna na lokalnym rynku powodowała, że na ubój bydło czekało miesiąc i dłużej. Każda dodatkowa sztuka wymagała przecież sprzedania konsumentom, a w związku z zastojem na rynku mięsa wołowego powstał poważny dylemat. Jeszcze stojąc na łące zadzwoniłem do dwóch rzeźni, ale mieli nadkomplet.

Zmordowane wysiłkiem i stresem, zlane potem i strużkami własnej krwi zwierzę zostało na dworze. Miało tam spędzić swoją chyba pierwszą i ostatnią noc. Kazałem je okryć derkami, albowiem uznałem ponowne wprowadzenie go do obory za zbyt duże ryzyko dla opiekunów. Zdecydowałem, że lepiej szybko zabić byka, niż ponownie wyciągać go z pieleszy.

I w tym momencie pokazał swoją klasę pan Kierownik Mazurkiewicz. Powiedział:
– Ja to załatwię.
Po kwadransie szeptów przez telefon – byk był sprzedany.

Fakt, nazajutrz, aby wprowadzić byka na dwukółkę okoliczni rolnicy musieli zrobić skomplikowany szpaler z kilku traktorów, a piątym wciągać bydlaka na przyczepkę, lecz mnie już przy tym – na szczęście nie było. Pewnie sumienie by mi wysiadło od patrzenia, co trzeba zrobić, żeby zapewnić zwierzęciu godziwy transport. Swoją drogą ci, co pakowali byka na dwukółkę mieli mi chyba nieco za złe, że tak wytrenowałem go w bieganiu. Patrząc z dystansu, zastanawiam się, ile w mojej pracy tamtego dnia było czynności stricte weterynaryjnych.

Walcząc z bykiem pomogłem rozwiązać tyle nabrzmiałych zawiłości, że życie pana Mazurkiewicza zyskało nowy wymiar. Nawet antena zaczęła działać!

Z weterynarią i elektroniką – poradziłem sobie. Gorzej z psychologią. Obórka pozostała nieuprzątnięta. Byki sprzedane, jest miejsce dla następnych…

źródło: http://interia360.pl/artykul/ancuch-w-mozgu,28552

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Skazany za pobicie psa
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 6:06 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
Skazany za pobicie psa

W Sądzie Rejonowym w Braniewie zapadł wyrok w sprawie o pobicie psa. Oprawca skatował niewielkiego pieska tylko dlatego, że ten znalazł się na ogrodzonej posesji, z której nie mógł uciec.
Na szczęście policja wykazała się niezwykłą starannością i dostarczyła niezbitych dowodów przeciw złoczyńcy. Resztę uzupełnili świadkowie, zeznając zgodnie, bezstronnie i wystarczająco, aby sąd nie mógł mieć wątpliwości co do winy oskarżonego.

Satysfakcjonujące jest to, że orzeczono karę 3 miesięcy więzienia bezwzględnego i podanie wyroku do publicznej wiadomości. Taki wyrok będzie ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy z taką łatwością podnoszą rękę na bezbronne, słabsze, zależne od człowieka stworzenia. Dziś zwierzę, a jutro może być żona albo dziecko...

Uczestnicząc w rozprawie sądowej, uświadomiłam sobie, jak trudno jest udowodnić winę osobom znęcającym się nad zwierzętami. Wystarczy drobna niepewność, brak niezbitych ewidentnych dowodów i oprawca uchodzi bezkarnie. Dlatego apelujemy do świadków zdarzeń, żeby nie unikali takich sytuacji i pomagali w ujęciu i sprawiedliwym osądzeniu złoczyńców. Naprawdę dużo od Was zależy.

Halina Chybińska, prezes Koła Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami we Fromborku

źródło: http://zwierzeta.wm.pl/Skazany-za-pobicie-psa,86247

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: kto dokarmia zwierzęta zimą?
PostNapisane: Wt sty 26, 2010 6:08 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
kto dokarmia zwierzęta zimą?

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: byle na wolności.
PostNapisane: Cz sty 28, 2010 3:21 pm 
zbanowany

Dołączył(a): Pn cze 08, 2009 3:39 pm
Posty: 1737
Lokalizacja: mrągowo
dzikuskaaa zapytała : (...)a czy radziu kochasz takie zyjatka jak pajaczki, karaluchy, szczury i co sie od nich takiego ciekawego nauczyles????(...)

siostrzenica trzymała w mieszkaniu w terrarium pająki, karaluchy i inne pajęczaki. było ich kilkaset osobników. obserwując je nauczyłem się, że wszystkie one pragną żyć w swoim naturalnym środowisku, a nie w ,,więzieniu” (w klatce, w terrarium, w akwarium czy innym pudełku). dlatego nieustanie próbowały uciekać z tych pojemników w których siostrzenica je zamknęła. i często im się to udawało. wydostawały się i chodziły w pokoju lub poszły sobie tam gdzie chciały. byle na wolności.

obserwując je nauczyłem się, że zwierzęta tak jak ludzie potrzebują gdzieś mieszkać (dziuple, nory, gniazda, gawra, buda, itd.). zwierzęta tak jak ludzie potrzebują coś jeść. potrzebują jeść zdrową a nie zatrutą żywność. zwierzęta tak jak ludzie potrzebują seksu. zwierzęta tak jak ludzie potrzebują oddychać czystym powietrzem. zwierzęta tak jak ludzie potrzebują pić czystą wodę. niektóre zwierzęta tak jak ludzie potrzebują światła słonecznego. niektóre zwierzęta tak jak ludzie potrzebują ciepła.

_________________
MOJE TEKSTY http://interia360.pl/uzytkownik/artykul ... ski,221701

LIST DO ZIEMIAN > http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ksia ... 29166.html

myślę i czuję, a więc istnieję.

kakowski zenon ryszard


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Edytor Sp. z o.o. informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie, w szczególności w przypadku zgłoszenia nadużycia, do usuwania treści sprzecznych z prawem, treści reklamowych, treści wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej czy też propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady Netykiety.

Przypominamy, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną. Uczestnicy Forum wm.pl poprzez umieszczenie swoich komentarzy i opinii na stronach Forum wyrażają zgodę na publikowanie tych treści na łamach "Gazety Olsztyńskiej" oraz w innych mediach wydawanych przez Edytor Sp. z o.o. i Wydawcę Olsztyn Sp. z o.o.

Gazeta Olsztyńska Dziennik Elbl‘ski Portal Warmii i Mazur WM.pl Wypoczynek na Mazurach MojeMazury.pl Portal Orientacja.pl Nasz Olsztyniak Nasz Elbląg Nasz Ełk Fundacja Przyszłość dla dzieci Olsztyński Portal Studencki
POWERED_BY